Lary Wright
Może wydawać się, że muzycy nie maja z teatrem wiele wspólnego. Jednak już chwila zastanowienia wystarczy by zauważyć, że kostiumy Kiss i scenografie Judas Priest niczym nie różnią się od scenicznych rozwiązań praktykowanych w teatrze. Turlanie się po scenie w trakcie grania niczym Jimi Hendrix, palenie pianina jak Jerry Lee Lewis, w końcu cięcie się nożami i noszenie przegniłych ubrań jak Mayhem oraz obrzucanie publiczności własnym kałem pod hasłem “Jestem mesjaszem rock and rolla, przyjmijcie komunie” (nazwisko niestety wypadło mi z głowy), to przykłady działań, które mają niewiele wspólnego z muzyką. Na scenie zawsze rozkwitał show. Kontynuując serię Subway Performers, zapraszam na fragment występu Larego Wrighta - nowojorskiego perkusisty, grającego na plastikowych kubłach. Nie da się ukryć , że bębni efektownie. I chyba to jest klucz do prawidłowego odczytania jego występów. Gdy puka pałeczkami o plastik w tempie 250 bpm, powoli traci na znaczeniu czy gra Bacha czy Mariah Carey, w której teledysku wystąpił, nie ma to już znaczenia. Zostaje tylko wrażenie muzyki i uczestnictwo w show. Pierwszy klip pochodzi z metra drugi z Central Parku. Zapraszam na teatr w muzyce.
ps fim nabiera właściwego znaczenia od 1:53
Tagi: Lary Wright, NYNiemiecka fantazja zwai
Trudno powiedzieć co sprawia, że Niemcy są tak bardzo niemieccy. Pozorna aporia nie powinna zwieść nas na manowce. Wszak odpowiedź jak zawsze jest nie jasna. W ramach poznawczego wypadu do niemieckiego świata przedstawień i fantazmatów, zapraszam na kolejną produkcję Lawine Torrèn pod tytułem “Leviathan”. Podobno rzeczy nie mówią same za siebie, parafrazując Suzan Sontag. Jednak czasem można odnieść mylne wrażenie, że tak nie jest :). Zapraszam.
Tagi: lawine torrènJFK - Wieczność pętli

Fenomen obrazu. Scena, którą znają niemalże wszyscy telewidzowie. Poniższy klip, będący fragmentem bliżej nieokreślonego programu wyemitowanego przez Discovery Chanell, jest wspaniałym znakiem naszych czasów. Poruszamy się w świecie obrazów. Nie ma już chyba miejsca na ziemi, wolnego od stałej obecności kamer i obiektywów. Można przeprowadzić atak terrorystyczny na dowolną przestrzeń, będąc jednocześnie pewnym, że działanie zostanie zapisane na cyfrowym nośniku. Gdzieś pomiędzy snem, który śnimy codziennie, a deja vu porannych zakupów. Paradoksalnie dwudziesty drugi listopada tysiąc dziewięćset sześćdziesiątego trzeciego roku, nie różnił się w kwestii zapisu świata. Fragment śmierci trzydziestego piątego prezydenta Stanów Zjednoczonych zmontowany został z szesnastu części pochodzących z różnych źródeł.
Magiczną właściwością kamery jest jej stała cecha, która dokonuje transplantacji sfilmowanego obrazu w sferę symboliczną. Moment w którym świat staje się swoim własnym obrazem, pozwala na jego ponowne przeżycie w jakościach hiper estetycznych. To, co widzimy, nie jest już ważne. Przeminęło. Z obrazu wyrywa się jego symbolika. Klasyczna scena kina akcji - śmierć Kennediego, w niezwykły sposób staje się czymś więcej niż, chłodną dokumentacją rozpryskującej się ludzkiej głowy. Od chwili, w której limuzyna wyjeżdża zza zakrętu wiemy już co się wydarzy. Z napięciem śledzimy każdy moment dziania się czekając na chmurę delikatnej czerwieni, którą uwolni czaszka mężczyzny w garniturze. On też wie co go czeka. Zachowuje spokój do końca. Pętla odtwarzana miliony razy, nieprzerwanie powiększa pokłady jego spokoju. Dumny i niewzruszony. Nawet kule, które rozpruwają jego ciało, nie robią na nim wrażenia. Dyskretny odrzut głowy. Świat w koło wiruje. Żona w amoku opuszcza samochód, panowie w garniturach biegają trochę bardziej nerwowo. JFK nie przejmuje się. Wie, że jest już poza czasem. Nieustępliwość celuloidowej taśmy nie pozwala mu raz na zawsze umrzeć, zabierając go w procesualną wieczność. Bez końca wyjeżdża z zakrętu pełen męstwa i opanowania. Bez końca umiera, stając się ikoną kultury, w przedziwnym teatrze śmierci. Wycinkiem rzeczywistości, który zawiera w sobie wszystko. Miłość, śmierć, wzruszenie, spisek zabójców ukrytych w ziarnistości klisz, dostępnych dla każdego. Taśma prawdy, w egalitarny sposób otwarta na interpretacje. Czy strzelał kierowca? Gdzie stoją zabójcy? Co kryją krzaki w górnej części ostatnich kadrów? Dlaczego Jacqueline Kennedy nie zasłania męża? Pytania w atmosferze spisku rozkwitają jak koralowce. Kolejne segmenty, kolejne struktury, kolejne tezy. Dwadzieścia sekund materiału. Śmierć otwiera kolejne pytania. “Gdzie byłeś gdy strzelano do prezydenta?” lub “Gdzie byli Twoi rodzie gdy prezydent został zabity?”. Przetworzenie śmierci godne Chrystusa, którego męczeństwo zamieniono w celebrację, a krew w wino. Ciało na symbol. Znak. Nawet cenzorzy Youtuba nie mają wątpliwości. Oglądamy legendę, bajkę może przypowiastkę? Polityka serwisu nie pozwala na publikowanie scen przemocy i śmierci, jednak te sceny nie są nawet objęte granicą wieku. Muzyki w tle filmu nie próbuję nawet komentować. Jest to tylko kolejny dowód na to, że nie oglądamy śmierci, lecz ceremonię. Życzę dobrej zabawy.
Tagi: JFK, KennedyŚwięto święta

Dziś święto Mikołaja i choinki. Nie zamierzam się jakoś nad wyraz rozpisywać, ponieważ wszelkie moje próby i tak zostaną zakute w karby świątecznego musu. I wcale nie chodzi o dżemy. Dlatego będę już kończył. Umówmy się, że poniższy klip to prezent. Miłych smakołyków.
pan Morawski
Air Sex Condition

Czasem sam nie wiem czy to dobrze, że oglądam te wszystkie rzeczy. Pomimo tego, że coraz trudniej dotknąć mnie materiałem filmowym, jaki by nie był i czego by nie pokazywał, czasem miewam słabsze dni lub po prostu boli mnie głowa. No nic. Pora na kolejny niezwykły materiał filmowy, który otwiera cykl dokumentujący sceniczne poczynania artystów sceny Air Sexu. Tak. Japonia jest dziwnym krajem. Pięćdziesiąt lat temu z właśnie z tego powodu Ruth Benedict napisała “Chryzantemę i Miecz”. Pozorna zbieżność widoczna w technologii i wizerunku tamtejszych centr handlowych jeszcze bardziej destabilizuje władze poznawcze Europejczyka. W ogóle o co chodzi? Dziwność Japonii to niestety zbyt szeroki temat, żeby podejmować go na tym skromnym blogu. Niech za wstęp posłuży krótkie info o dzisiejszym fenomenie. Air Sex to działania sceniczne wykonywane przez jednego lub kilku performujących, skupiające się na odtwarzaniu lub parodiowaniu czynności płciowych. Taki teatr naszych czasów. Signum temporis. Powstał w Tokyo w 2006 roku, szybko zyskując sobie zwolenników na całym świecie. Grupa inicjatywna to oczywiście kilku mężczyzn uskarżających się na fatalną jakość ich życia seksualnego. Na razie tyle. Resztę dopowiedzą natchnieni twórcy. Oglądamy fragment “Japanoramy”, najlepszego cyklicznego programu dokumentalnego o współczesnej Japonii. Zainteresowanym samym programem polecam ten kanał, na którym zgromadzono kilkanaście odcinków dokumentu. Zapraszam.
Tagi: Air SexŚwięto święta: Fakir Musafar: Dances sacred and profane

Obraz który zobaczymy, zdaje się być rytuałem, jednak punkt widzenia kamery zmienia wszystko. Pomiędzy rozrywką, a powagą rozciąganej skóry,pojawi się Fakir Musafar, człowiek który rozpoczął współczesną, neoprymitywistyczną batalię. Ponieważ jestem jego fanem spotkamy, się z nim jeszcze w przyszłym tygodniu, kiedy odsłoni przed nami arkany bólu i performancu. Nie da się zaprzeczyć, że zna się na tym jak mało kto. Na powyższym zdjęciu (”Perfect Gentleman, Self Portrait”, 1959), zwęził swoją talię do 35 centymetrów. Pozornie może wydawać się, że oszalał. Jednak mimo upływu lat i licznych tortur jakim poddał swoje ciało, cieszy się zdrowiem, a na wszystkich fotografiach towarzyszy mu nieodłączny szczery uśmiech. Pytanie zadawane przez ludzi, którzy w sposób ekstremalny posługują się swoim ciałem brzmi zawsze tak samo - do kogo należy moje ciało? “My body is mine to use. It is my media, my own personal living canvas, living clay – to mould and shape and mark as an artful expression of the life-energy that flows through it. - odpowiada sam sobie Fakir. Powiedzieć o nim, że udziela dobrych odpowiedzi i jest na wskroś przesiąknięty szaleństwem to nic innego jak skłamać. Ten siedemdziesięcioośmioletni mężczyzna jest uosobieniem magii. Kaleczone ciało nigdy nie stanowi dominanty. W centrum zawsze tkwi jego zagadkowy uśmiech i dziwnie spokojna twarz. Sądzę, że nikt rozsądny nie pokusi się o zarzuty o sadomasochizm, które miały by usprawiedliwić jego spokojną radość w recepcji bólu. Moment w którym otwiera oczy po zakończeniu “Tańca słońca”(widoczny na poniższym filmie) nie ma nic wspólnego z erotyką. Wydaje mi się, że nie ma nawet nic wspólnego z cielesnością. Jednak czy należy się dziwić? W końcu krew i cierpnie stanowią nieodłączne wiktuały ducha - od Szymona Słupnika po świętego Sebastiana. Dlatego tym bardziej zapraszam na film. Film którego główny bohater skończył studia jako elektrotechnik, prowadził własną agencję reklamową w Dolinie Krzemowej, bywał nauczycielem tańca. Jednak przekroczył wszystko. Każdy konwenans i każdą nieprawdziwą myśl, odnajdując swoje szczęście z przebitą klatką piersiową na środku pustyni, gdzieś poza kulturą. Zapraszam.
Tagi: dances sacred and profane, Fakir MusafarArchiwalia
Pięć minut i dwanaście sekund archiwaliów. Fragment filmu “Dances Sacred and Profane”.
Tagi: dances sacred and profaneCzłowiek krzesło
Dziś artysta-performer, który w Internecie właściwie nie istnieje. Paweł Zieliński występujący na ulicach Warszawy, znany przede wszystkim z poniższego filmu wyprodukowanego dla TVP w 2006 roku. Nic więcej mi nie wiadomo. Z ciekawostek, mogę jedynie podać numer jego telefonu: 228388134. Teoretycznie powinien być aktualny, aczkolwiek jeszcze tego nie sprawdzałem. Zapraszam.
Część pierwsza
Część druga
Tagi: Człowiek krzesło, Paweł ZielińskiWhose Line Is It Anyway?

Pomimo tego, że program zyskał sobie, za sprawą Youtuba, pewną popularność w naszym kraju, wciąż nie wszyscy wiedzą o co chodzi. “Whose Line Is It Anyway?” to program telewizyjny w którym grupa komików improwizuje na zadane tematy. Brzmi banalnie, jednak jakość improwizowanych scen i ich wielopoziomowość, decyduje o niezwykłości widowiska. Jeżeli program wyda się Państwu interesujący, polecam subskrypcję tego kanału. Naprawdę warto, zwłaszcza, że jest to jeden z najaktywniejszych kanałów w polskiej odsłonie Youtuba. Zapraszam.
Część pierwsza
Część druga
Część trzecia


