JFK - Wieczność pętli

Fenomen obrazu. Scena, którą znają niemalże wszyscy telewidzowie. Poniższy klip, będący fragmentem bliżej nieokreślonego programu wyemitowanego przez Discovery Chanell, jest wspaniałym znakiem naszych czasów. Poruszamy się w świecie obrazów. Nie ma już chyba miejsca na ziemi, wolnego od stałej obecności kamer i obiektywów. Można przeprowadzić atak terrorystyczny na dowolną przestrzeń, będąc jednocześnie pewnym, że działanie zostanie zapisane na cyfrowym nośniku. Gdzieś pomiędzy snem, który śnimy codziennie, a deja vu porannych zakupów. Paradoksalnie dwudziesty drugi listopada tysiąc dziewięćset sześćdziesiątego trzeciego roku, nie różnił się w kwestii zapisu świata. Fragment śmierci trzydziestego piątego prezydenta Stanów Zjednoczonych zmontowany został z szesnastu części pochodzących z różnych źródeł.
Magiczną właściwością kamery jest jej stała cecha, która dokonuje transplantacji sfilmowanego obrazu w sferę symboliczną. Moment w którym świat staje się swoim własnym obrazem, pozwala na jego ponowne przeżycie w jakościach hiper estetycznych. To, co widzimy, nie jest już ważne. Przeminęło. Z obrazu wyrywa się jego symbolika. Klasyczna scena kina akcji - śmierć Kennediego, w niezwykły sposób staje się czymś więcej niż, chłodną dokumentacją rozpryskującej się ludzkiej głowy. Od chwili, w której limuzyna wyjeżdża zza zakrętu wiemy już co się wydarzy. Z napięciem śledzimy każdy moment dziania się czekając na chmurę delikatnej czerwieni, którą uwolni czaszka mężczyzny w garniturze. On też wie co go czeka. Zachowuje spokój do końca. Pętla odtwarzana miliony razy, nieprzerwanie powiększa pokłady jego spokoju. Dumny i niewzruszony. Nawet kule, które rozpruwają jego ciało, nie robią na nim wrażenia. Dyskretny odrzut głowy. Świat w koło wiruje. Żona w amoku opuszcza samochód, panowie w garniturach biegają trochę bardziej nerwowo. JFK nie przejmuje się. Wie, że jest już poza czasem. Nieustępliwość celuloidowej taśmy nie pozwala mu raz na zawsze umrzeć, zabierając go w procesualną wieczność. Bez końca wyjeżdża z zakrętu pełen męstwa i opanowania. Bez końca umiera, stając się ikoną kultury, w przedziwnym teatrze śmierci. Wycinkiem rzeczywistości, który zawiera w sobie wszystko. Miłość, śmierć, wzruszenie, spisek zabójców ukrytych w ziarnistości klisz, dostępnych dla każdego. Taśma prawdy, w egalitarny sposób otwarta na interpretacje. Czy strzelał kierowca? Gdzie stoją zabójcy? Co kryją krzaki w górnej części ostatnich kadrów? Dlaczego Jacqueline Kennedy nie zasłania męża? Pytania w atmosferze spisku rozkwitają jak koralowce. Kolejne segmenty, kolejne struktury, kolejne tezy. Dwadzieścia sekund materiału. Śmierć otwiera kolejne pytania. “Gdzie byłeś gdy strzelano do prezydenta?” lub “Gdzie byli Twoi rodzie gdy prezydent został zabity?”. Przetworzenie śmierci godne Chrystusa, którego męczeństwo zamieniono w celebrację, a krew w wino. Ciało na symbol. Znak. Nawet cenzorzy Youtuba nie mają wątpliwości. Oglądamy legendę, bajkę może przypowiastkę? Polityka serwisu nie pozwala na publikowanie scen przemocy i śmierci, jednak te sceny nie są nawet objęte granicą wieku. Muzyki w tle filmu nie próbuję nawet komentować. Jest to tylko kolejny dowód na to, że nie oglądamy śmierci, lecz ceremonię. Życzę dobrej zabawy.



grudzień 26th, 2008 at 01:01
Opis celny, jak strzał rozpruwający głowę Kena! Świetny blog!
maj 12th, 2009 at 18:54
[...] JFK - Wieczność pętli 2. Krew Ciało Krew 3. Monodram 4. Sanktuarium Beryla 5. Estetyzacj cierpienia część pierwsza [...]