Bądź na bierząco - RSS

Akademia Ruchu

luty 28th, 2009 | Brak Komentarzy | Kategoria: archiwalia, performans, społeczeństwo, teatr

Uwagi po czasie. Kilka dni temu miałem okazję oglądać rejestracje akcji grupy Akademia Ruchu. Legenda polskiego teatru alternatywnego z okresu PRLu. Chyba nikomu nie trzeba specjalnie przedstawiać. Niezwykle ciekawie ogląda się działania tej grupy po kilkudziesięciu latach od ich wydarzania się. Niestety, ciekawość w żaden sposób nie łączy się z afirmacją tych działań.

Oczywiście nie mam na myśli tego, że Akademia Ruch to nudy, banały i nudy. Sam sobie odpowiadam – takie były czasy, takie były warunki, taki był teatr uliczny. Taki, że go właściwie nie było. Archiwalne materiały nie posiadają ścieżki dźwiękowej. Są nieme. Sam obraz też wydaje się milczeć. Kiedy czytam opisy, skrypty działań – widzę ciekawy koncept. Gdy patrzę – zaskakująco mało.

„Kolejka wychodząca ze sklepu”, „Happy Day”, „Autobus II”, „Czerwone na białym” - myślę „fajne”. Jednak wykonywane w przestrzeni tracą chyba wszystko to, co posiadają na papierze. „Kolejka wychodząca ze sklepu” jest zupełnie nieczytelna. Brak formy, brak oczywistości, które kryły się w tekście. Ludzie wcale nie wychodzą ze sklepu, raczej wałęsają się i kolebią na ciasnej przestrzeni chodnika. „Happy Day” w ogóle nie wiąże się z przepychem. Wypłowiałe kolory, nawet nie przykuwają mojego wzroku. One nie istnieją. „Czerwone na białym” niemal żenuje. Gdy czytam - widzę wielkie szarfy, tłum ludzi – prawdziwą pompę, ogromną eskalację działań wymierzonych w pasażerów przejeżdżających tamtędy tramwai. Chyba pomyliło mi się z Eurowizją. Cztery osoby zabawiają się dwoma szalikami. Czy rzeczywiście przykuje to czyjąkolwiek uwagę? „Potknięcie” jest już do tego stopnia słabe i sztubackie, że nie ma sensu nawet o nim wspominać. To zabawne, jak wszystko się dezaktualizuje.

Te parateatralne wydarzenie są istotne tylko gdy wiemy, że „wielki brat patrzy”. Oderwane od czasu, mówią zaskakująco nie wiele, dlatego zastanawia mnie ich legenda. W celu ilustracji zamieszczam poniżej kilka przykładowych zdjęć i opisów:

“Autobus II - interwencja w przestrzeni otwartej. Wrak porzuconego na poboczu autobusu (w Wetlinie - pomiędzy stacją kolejową a sklepami, w Kuźnicy na Helu - w pobliżu drogi przelotowej ) był wypełniony na przeciąg 1 godziny przez 30-40 pozostających w tym czasie w nieruchomych pozycjach “pasażerów” - i podobnie jak w “Autobusie I” “niewidomego” kierowcę.”

“Kolejka wychodząca ze sklepu - Szyk typowej kolejki skierowanej ku wejściu do sklepu został w tej akcji odwrócony: ponad dwudziestoosobowa kolejka wychodziła z wnętrza sklepu na ulicę, zachowując taką samą jak standardowa kolejka cierpliwość ponadczasowego oczekiwania. Charakterystyczne dla tego wariantu realizacji “kolejki” było to, że przechodnie reagujący na nią ze zrozumieniem deklarowali często gotowość udziału w kolejce, zajęcia miejsca na jej czele “na tyle, na ile czas pozwoli”.”

“Happy day - trzy minutowa interwencja w obrębie Krakowskiego Przedmieścia (pomiędzy Hotelami Bristol i Europejskim a Uniwersytetem) z udziałem ok. 40 osób ze środowiska AR. Akcja polegała na jednoczesnym wypełnieniu przestrzeni akcji bardzo głośną muzyką (odtwarzany z okien okolicznych budynków cytat muzyczny z “Lata” Vivaldiego) i wejściem, ze wszystkich kierunków, w szeroką przestrzeń ulicy bardzo jaskrawo ubranych postaci. Część z nich przenosiła lustra odbijające obraz zmieniającej się ulicy, część niosła naręcza kwiatów lub kosze obfitości wypełnione reglamentowanymi wtedy produktami (owoce cytrusowe, girlandy parówek). Akcja (i muzyka) urywała się poprzez “cięcie” tak nagle, jak się zaczęła, pozostawiając zaskoczonych przechodniów wobec znowu dominującej szarości ulicy. Akcja Happy Day była powtarzana w późniejszym czasie w Warszawie, Łodzi i Olsztynie.”

“Czerwone i białe - akcja dedykowana pasażerom miejskiej komunikacji, którzy przejeżdżając mostem Śląsko - Dąbrowskim, spoglądali na zamarzniętą Wisłę. Działanie realizowane w ciągu dwóch tygodni na tle lodu zamrożonej rzeki polegało na dynamicznej animacji (przez nieustanną zmianę konfiguracji) jaskrawoczerwonych, 20 - 30 metrowych pasów płótna.”

Można powiedzieć, że powyższe opisy są zupełnie bezpretensjonalne. Po prostu animacja, po prostu autobus, w ogóle wszystko “po prostu”, więc raczej bez pretensji. Żaden z nich nie rości sobie praw do tego, czym nie jest. Dlatego może nie tyle zwykłość, ile jedna z form kameralności? Clue zawiera się jednak w pytaniu: dlaczego akty dziejące się w przeciętności, zwykłości, które z reguły są raczej tlącym się ogniskiem niż Igrzyskami Olimpijskimi w Pekinie, stały się wydarzeniami istotnymi dla historii polskiego teatru ulicznego? Sam nie wiem czy jesteśmy narodem, który ponadprzeciętnie ceni sobie kameralność? Zawsze wydawało mi się raczej, że jest odwrotnie. Jasne jest również, że należę do pokolenia, które z PRLem miało niewiele wspólnego, dlatego chodnikowe bojówki teatru nie robią na mnie takiego wrażenie jak, być może, powinny. Jednak wydaje mi się, że moje niezrozumienie nie jest właściwym kluczem. Co z tego wszystkiego dokładnie wynika – nie wiem. Ale na pewno dobrze będzie się zastanowić.

Opisy i zdjęcia zostały zaczerpnięte ze STRONY DOMOWEJ Akademi Ruchu, na której możemy zapoznać się ze szczegółowo opisaną historią.

Tagi:

KING SEX KONG

luty 26th, 2009 | Brak Komentarzy | Kategoria: archiwalia, muzyka, rytuał, społeczeństwo, teatr

Ludzie nie rozumieją tego, że Elvis był Królem. Ich głowy pustoszy legenda o Grubym Elvisie, który stał się nikim. Żaden z nas nie wie jak bardzo błądzi.

Niestety nie posiadam materiałów z Las Vegas, które pokazują powodzenie jakim mógł cieszyć się w okresie swojego „końca”. Wspomnienie projekcji koncertu, który widziałem dwa lata temu uwalnia się z pamięci pod tą postacią:

Zdecydowanym ruchem odsuwa od siebie mikrofon, zbliżając się do brzegu sceny. Kapel goni solo. Na widowni zamęt, kobiety zrywają się z miejsc, biegnąc w stronę, którą wskazują im strumienie światła. Robi się tłum. Elvis klęka na jednym kolanie, nachylając się nad głowami niewiast. Akt miłosierdzia. Kolejne pocałunki, kolejne kobiety, kolejne solówki. Tłum powoli znika, rozprasza się. Król wypluwa z siebie ostatni refren. Koniec.

Przed nami wcześniejsze ekscesy, w nieco łagodniejszej postaci. Sceniczne perwersje świętego narodu w wykonaniu człowieka, który doszedł do sławy na biodrach.

Spotkanie z Bogiem. Świętokradztwo, czy może raczej komunia? Twarze ludzi z pierwszych rzędów mówią nam o dziwnych emocjach. Narkotyczny chaos i szydercze słowa. Gdy Elvis Cię całuje zawsze jesteś gorszy od niego, nawet kiedy bije Ci brawo tysiąc dłoni. Spełnienie snu pomieszane z zakłopotaniem.

Rytuały purytańskiego kraju. Gdzie kryje się ironia? Elvis wypłynął nie tylko jako świetny wokalista. Sławę przyniósł mu także erotyczny ruch bioder. Kiedy menadżer Elvisa zdecydował o zmianie targetu, rock ‘n’ roll’owa młodzież została zastąpiona przez ich rodziców. Zmieniła się też muzyka. Pojawiło się więcej „smętów”, które były w stanie zaspokoić starszą publiczność. By zwiększyć swoją wiarygodność prawego człowieka, Elvis wstąpił do wojska. Teraz był już „good boy”. Mógł śpiewać dla więcej „people”.

Spokojna klasa średnia w schizofrenicznej dychotomii. Gdy wszyscy patrzą - biodra muszą milczeć, jednak gdy rzeczy ubrane są w zabawę, mogą dziać się w niebywale niewybredny sposób.

Nie był piosenkarzem. Piosenka stanowi tu tylko procent całego spektaklu. Zespół, światła i kolorowe stroje nie dają o sobie zapomnieć. A przede wszystkim ON – zlepek elektronów z kineskopowej lampy. Iskierki szczęścia. W Twoich ustach.

Zapraszam. Warto.

i mały dodatek

Tagi: ,

Stare Zabawy

luty 25th, 2009 | Brak Komentarzy | Kategoria: archiwalia, teatr

:)

Dzisiaj zapraszam na nieco zapomnianą formę rozrywki - brzuchomówstwo. Od kiedy kamera stała się wystarczająco lekka, by nadać kadrom trochę dynamiki, statyczne występy straciły na popularności. Brzuchomówcy nie pasują do MTV, to stara sztuka, która zawsze będzie trącić jarmarkiem. Zapyziała lalka muppetowa z czempurytami przy rękach, również nie stwarza dobrego wrażenia. Nie chodzi o to, że muppet jest brzydki, jest po prostu niemedialny. Nie pasuje do współczesnej estetyki telewizyjnej. Mechaci się, jest z matowy i nieco wypłowiały - jest wszystkim tym z czym walczy współczesna reklama. Czas minął.

Dan Horn to amerykański brzuchomówca, odznaczony licznymi nagrodami (International Ventriloquist of the Year Award, Best Comedy Best Male Performer). Razem ze swoją lalką - starym Orsonem, emerytowanym śpiewakiem z Broadway’u, uskutecznia różnego rodzaju humory. Przyjemnie popatrzeć. Zapraszam.

Tagi: , ,

Ganguro

luty 23rd, 2009 | Brak Komentarzy | Kategoria: hc, japan, społeczeństwo, teatr

k

Jak to jest być innym, gdy w głowie zawróci Ci telewizja? Po raz kolejny spotykamy się w Japonii.

Młode Azjatki kojarzą się z reguły z innymi zboczeniami, które przemilczę, a które zwykło się oglądać, gdy inni nie podglądają. Jak zwykle – odmiana, może okazać się zbawienna.

Ganguro pojawiły się w japońskiej modzie na początku lat 90., by swój szczyt i zmierzch osiągnąć około 2004 roku. Jak do tego doszło? Już tłumaczę. Ganguro wyrasta z Kogal – historycznie wcześniejszej subkulturt japońskich dziewcząt będących pod wpływem amerykańskich filmów i seriali. Słoneczny patrol i opalona skóra kalifornijskich kobiet, stały się źródłem nowej mody. Krzykliwy i wyzywający strój oraz make-up – parafraza europejskiej kobiecości. Ganguro jest przekroczeniem Kogal. Styl, który pożarł swój własny ogon.

Z jednej strony – to tylko moda, z drugiej (jak każde japońskie dziwactwo) – sprzeciw wobec zastanej kultury i tradycji, w której model kobiety jest zbyt odległych od współczesnych form społecznego życia.

meritum

Perspektywa nadaje ubraniu właściwy kontekst. Strój → Kostium → Przebranie. Po prostu kolejny aktorski zabieg.

wywiad na deser…

Tagi: ,

Papież w kuchni

luty 22nd, 2009 | Brak Komentarzy | Kategoria: archiwalia, społeczeństwo, teatr

:)

Dziwne że, sacrum upodobało sobie przestrzeń kuchni. Po kuchennym Jezusie, pora na kolejnego bohatera. Dzisiaj Nasz Papież.

Ten obraz to prezent. Wisi w mojej kuchni. Widać na nim papieża na kolanach Matki Boskiej. Klasyczna pieta. Santo subito. Ciekawe, że to hasło razi tak mocno dopiero z poziomu naoczności. Ot, taki niedzielny wpis.

Tagi: ,

Kilka słów o nowych performensach

luty 22nd, 2009 | Brak Komentarzy | Kategoria: multimedia, performans, społeczeństwo

GRY

Gry raczej nie kojarzą się nikomu ze sztuką. Przeciętny mieszkaniec Ziemi sądzi, że właśnie w nich kryje się piekło - demony, potwory, trupy i hektolitry krwi. Mało osób wie, że coraz więcej gier w trybie multiplayer oferuje zadania, które możliwe są do zrealizowania wyłącznie przez grupę graczy. Chcę przez to powiedzieć, że gry nie rozwijają interakcji jedynie pomiędzy graczem, a przysłowiowymi potworami, lecz także bezpośrednio pomiędzy uczestnikami gry. Wymiana informacji, głosowa lub tekstowa, wymiana przedmiotów, handel, okazywanie emocji (radość, smutne zwieszanie głowy, taniec) tworzą model uczestnictwa w wirtualnej rzeczywistości, który swoją strukturą zbliżają się do realnego świata.

Tak, dążę do tego, by pokazać, żę w świecie gier zaczęły odbywać się performensy.

SECOND WORLD

Centrum wirtualnego życia, więc także wirtualnej sztuki, to Second Life. Gra, w której wszystko jest możliwe. Jesteś avatarem i po prostu jesteś. Nic nie musisz, nie masz żadnych celów. Hasło reklamowe gry brzmi: “Your World. Your Imagination”. Nie masz płci. Jesteś obiektem. Możesz być kobietą, mężczyzną lub gradową chmurą, wielkim robalem – jak wolisz. Świat gry nie ma celu, jednak kręci się dookoła pieniędzy – Linden Dolarów, które możesz wpłacić bez opodatkowania, na swoje prawdziwe konto. Możesz je również wypłacać. Jednak to nie jest klucz. Najważniejsze jest to, że możesz zostać wytwórcą/handlarzem, przedmiotów/kodów, które mają nieco inny status niż w realnym świecie. Kiedy przedmiot stał się kodem przekroczył sam siebie. Tworzyć można nie tylko rzeczy znane z naturalnego otoczenia człowieka, lecz także różne ich przetworzenia – ubrania, które są animacjami, stany świata przyrody, własności otoczenia, w którym się aktualnie znajdujemy. Jak wolisz. Nowe własności świata prowokują nowe interakcje, w tym także nową sztukę – cyfrowe formy teatru.

Działania performatywne i parateatralne dzieją się tu na różne sposoby. Odbywają się zarówno akcje dywersyjne jak ta ( w trakcie wywiadu z Anshe Chung - najbogatszym avatarem w Second World),

a także akcje przygotowywane przez profesjonalnych artystów. Co ciekawe świat gry oferuje specjalną przestrzeń dla artystów – wyspę Odyssey, przestrzeń, która zapewnia dużą ingerencję w otoczenie oraz techniczne wsparcie.

SECOND FRONT

Screen shot jedej z akcji
na zdjęciu “Images from Macedonia performance”

Główną grupą zajmującą się performensami – nie wiem na ile ta kategoria zaproponowana zresztą przez nich samych jest ta słuszna – jest Second Front. Działalność rozpoczęli na początku kalendarzowego lata ubiegłego roku w składzie siedmiu osób, który zmniejszył się do trzech, wśród nich Liz Solo, Patrick Lichty, Scott Kildall. Zajmują się w dużej mierze tematami związanymi z tożsamością, przynależnością, religią i współczesnym społeczeństwem. Ich prace często są przetworzeniem, klasycznych dziś perfomensów, które otrzymują nowe życie w cyfrowej przestrzeni. Strona grupy znajduje się http://www.secondfront.org/blog/. Pomimo dosyć długiego czasu oczekiwania na pobranie grafik, warto poczekać. Wszystkie akcje są dokładnie opisane i posiadają bogatą dokumentację.

ZAKOŃCZENIE

Pomysł jest „fajny”, czy jednak namiastka interakcji wystarczy do produkcji sztuki? Innymi słowy - czy świat pozbawiony realności, jest dla nas coś wart, jako odbiorców? Jakie wartości są możliwe do komunikowania w świecie, który jest wyłącznie estetyczny, pozbawiony brudu oraz namacalnego upływu czasu. Nie wiem, jeszcze sobie tego nie wytłumaczyłem, jednak anihilacja brzydoty bardzo mnie niepokoi.

Tagi: ,

Szczątki

luty 20th, 2009 | Brak Komentarzy | Kategoria: archiwalia, performans, społeczeństwo

Skrawki. Strzępki. Notatki. Niegotowe treści.

Wnętrzność. Zewnętrzność. Produkt. Ciało.

Praca Marleen Poot dla Boijmans Museum mieszczącego się w Rotterdamie.

Tagi:

Spektakl

luty 19th, 2009 | Brak Komentarzy | Kategoria: społeczeństwo, teatr

Pytanie które dawniej brzmiało: „Dlaczego nie wierzyć politykom?” dzisiaj brzmi: „Dlaczego nie wierzyć sobie?”. W końcu od czasu gdy marketing polityczny stał się czymś powszechnym, to „my” staliśmy się najsłabszą częścią systemu. Takie są fakty. Mowa ciała i garniturowe prążki ogłupiają bardziej niż wszelkie idee na jakie pokusiła się ludzkość przez całe tysiąclecia.

Ponieważ żyjemy poza centrum, o wielu rzeczach mamy nieco mylne pojęcie. Kultura graffiti to dla przeciętnego polaka tagi, wrzuty i pobrudzone ściany. Raczej nikt nie kojarzy tego z zamalowanymi w całości parterami, których palimpsesty ciągną się na odcinku kilkuset metrów. Właśnie dlatego pooglądamy dziś Baracka Obamę. Sentencje dotyczące kultury spektaklu, również nie mogą być właściwie zrozumiane dopóki nie sięgniemy do USA.

Poniżej obrzydliwe fragmenty :). Zapraszam do lektury.

Tagi: ,

Zwiastun

luty 17th, 2009 | 1 Komentarz | Kategoria: japan, multimedia, teatr

fgh

Dzisiaj pora na ciekawostkę. Zwiastun japońskiego spektaklu zatytułowanego “The rainy table” w wykonaniu grupy Strange Kinoko Dance Company.

Bez wielkich mądrości. Po prostu 15 sekund, które sprawia, że czekam na ten spektakl z niecierpliwością, pomimo tego, że nie zobaczę go na żywo.

Tagi:

Aether

luty 15th, 2009 | Brak Komentarzy | Kategoria: multimedia, taniec

Już od jakiegoś czasu nie zajmowaliśmy się multimediami. Pora na kolejne okruchy ze stołu “nowości”. Po raz kolejny przyjdzie mi zaprosić państwa do świata, w którym rożnego rodzaju media splatają się w rzeczywistość.

Oglądamy owoc współpracy australijskiej choreografki Lucy Guerin z Michael French odpowiedzialną za ruchome obrazy i interakcje. Tytuł: Aether.

Zapraszam.

Tagi: ,