Akademia Ruchu
Uwagi po czasie. Kilka dni temu miałem okazję oglądać rejestracje akcji grupy Akademia Ruchu. Legenda polskiego teatru alternatywnego z okresu PRLu. Chyba nikomu nie trzeba specjalnie przedstawiać. Niezwykle ciekawie ogląda się działania tej grupy po kilkudziesięciu latach od ich wydarzania się. Niestety, ciekawość w żaden sposób nie łączy się z afirmacją tych działań.
Oczywiście nie mam na myśli tego, że Akademia Ruch to nudy, banały i nudy. Sam sobie odpowiadam – takie były czasy, takie były warunki, taki był teatr uliczny. Taki, że go właściwie nie było. Archiwalne materiały nie posiadają ścieżki dźwiękowej. Są nieme. Sam obraz też wydaje się milczeć. Kiedy czytam opisy, skrypty działań – widzę ciekawy koncept. Gdy patrzę – zaskakująco mało.
„Kolejka wychodząca ze sklepu”, „Happy Day”, „Autobus II”, „Czerwone na białym” - myślę „fajne”. Jednak wykonywane w przestrzeni tracą chyba wszystko to, co posiadają na papierze. „Kolejka wychodząca ze sklepu” jest zupełnie nieczytelna. Brak formy, brak oczywistości, które kryły się w tekście. Ludzie wcale nie wychodzą ze sklepu, raczej wałęsają się i kolebią na ciasnej przestrzeni chodnika. „Happy Day” w ogóle nie wiąże się z przepychem. Wypłowiałe kolory, nawet nie przykuwają mojego wzroku. One nie istnieją. „Czerwone na białym” niemal żenuje. Gdy czytam - widzę wielkie szarfy, tłum ludzi – prawdziwą pompę, ogromną eskalację działań wymierzonych w pasażerów przejeżdżających tamtędy tramwai. Chyba pomyliło mi się z Eurowizją. Cztery osoby zabawiają się dwoma szalikami. Czy rzeczywiście przykuje to czyjąkolwiek uwagę? „Potknięcie” jest już do tego stopnia słabe i sztubackie, że nie ma sensu nawet o nim wspominać. To zabawne, jak wszystko się dezaktualizuje.
Te parateatralne wydarzenie są istotne tylko gdy wiemy, że „wielki brat patrzy”. Oderwane od czasu, mówią zaskakująco nie wiele, dlatego zastanawia mnie ich legenda. W celu ilustracji zamieszczam poniżej kilka przykładowych zdjęć i opisów:
“Autobus II - interwencja w przestrzeni otwartej. Wrak porzuconego na poboczu autobusu (w Wetlinie - pomiędzy stacją kolejową a sklepami, w Kuźnicy na Helu - w pobliżu drogi przelotowej ) był wypełniony na przeciąg 1 godziny przez 30-40 pozostających w tym czasie w nieruchomych pozycjach “pasażerów” - i podobnie jak w “Autobusie I” “niewidomego” kierowcę.”

“Kolejka wychodząca ze sklepu - Szyk typowej kolejki skierowanej ku wejściu do sklepu został w tej akcji odwrócony: ponad dwudziestoosobowa kolejka wychodziła z wnętrza sklepu na ulicę, zachowując taką samą jak standardowa kolejka cierpliwość ponadczasowego oczekiwania. Charakterystyczne dla tego wariantu realizacji “kolejki” było to, że przechodnie reagujący na nią ze zrozumieniem deklarowali często gotowość udziału w kolejce, zajęcia miejsca na jej czele “na tyle, na ile czas pozwoli”.”

“Happy day - trzy minutowa interwencja w obrębie Krakowskiego Przedmieścia (pomiędzy Hotelami Bristol i Europejskim a Uniwersytetem) z udziałem ok. 40 osób ze środowiska AR. Akcja polegała na jednoczesnym wypełnieniu przestrzeni akcji bardzo głośną muzyką (odtwarzany z okien okolicznych budynków cytat muzyczny z “Lata” Vivaldiego) i wejściem, ze wszystkich kierunków, w szeroką przestrzeń ulicy bardzo jaskrawo ubranych postaci. Część z nich przenosiła lustra odbijające obraz zmieniającej się ulicy, część niosła naręcza kwiatów lub kosze obfitości wypełnione reglamentowanymi wtedy produktami (owoce cytrusowe, girlandy parówek). Akcja (i muzyka) urywała się poprzez “cięcie” tak nagle, jak się zaczęła, pozostawiając zaskoczonych przechodniów wobec znowu dominującej szarości ulicy. Akcja Happy Day była powtarzana w późniejszym czasie w Warszawie, Łodzi i Olsztynie.”

“Czerwone i białe - akcja dedykowana pasażerom miejskiej komunikacji, którzy przejeżdżając mostem Śląsko - Dąbrowskim, spoglądali na zamarzniętą Wisłę. Działanie realizowane w ciągu dwóch tygodni na tle lodu zamrożonej rzeki polegało na dynamicznej animacji (przez nieustanną zmianę konfiguracji) jaskrawoczerwonych, 20 - 30 metrowych pasów płótna.”

Można powiedzieć, że powyższe opisy są zupełnie bezpretensjonalne. Po prostu animacja, po prostu autobus, w ogóle wszystko “po prostu”, więc raczej bez pretensji. Żaden z nich nie rości sobie praw do tego, czym nie jest. Dlatego może nie tyle zwykłość, ile jedna z form kameralności? Clue zawiera się jednak w pytaniu: dlaczego akty dziejące się w przeciętności, zwykłości, które z reguły są raczej tlącym się ogniskiem niż Igrzyskami Olimpijskimi w Pekinie, stały się wydarzeniami istotnymi dla historii polskiego teatru ulicznego? Sam nie wiem czy jesteśmy narodem, który ponadprzeciętnie ceni sobie kameralność? Zawsze wydawało mi się raczej, że jest odwrotnie. Jasne jest również, że należę do pokolenia, które z PRLem miało niewiele wspólnego, dlatego chodnikowe bojówki teatru nie robią na mnie takiego wrażenie jak, być może, powinny. Jednak wydaje mi się, że moje niezrozumienie nie jest właściwym kluczem. Co z tego wszystkiego dokładnie wynika – nie wiem. Ale na pewno dobrze będzie się zastanowić.
Opisy i zdjęcia zostały zaczerpnięte ze STRONY DOMOWEJ Akademi Ruchu, na której możemy zapoznać się ze szczegółowo opisaną historią.
Tagi: Akademia Ruchu







