Od czasu kiedy zrobiłem poprzedni wpis, właściw nie mogłem przestać myśleć Marclayu i jego twórczości. Każdy kto czyta mojego bloga nieco dłużej wie, że strzępki są bliskie mojemu sercu. Zwłaszcza jeśli w jakiś sposób wiążą się ze śmieciami ( Marclay przyznaje w jednym z wywiadów, że nie korzysta z materiałów wysokiej jakości. Przeważnie płaci za płytę około jednego dolara) . W każdym razie korzystając z okazji dorzucam kilka informacji o pracach Szwajcara…

Techniki użyte przy dekonstrukcji gotowych nagrań zakupionych na winylowych płytach – więc zapętlanie, rozczłonkowywanie, multiplikacje i odkształcenia – zyskują ponowną świeżość w kontakcie z czysto fizycznym, namacalnym przedmiotem. Wewnętrzne zapętlenia przedmiotów - „Virtuoso”, akordeon którego miech został rozciągnięty/zapętlony do długości ponad siedmiu metrów -, transformacje, zbliżone do tego co dzieje się z dźwiękiem przy jego czasowym rozciąganiu lub po prostu szatkowaniu na krótkie nie zależne od swego rdzenia elementy – “Drum kit” to konglomerat modułów zestawu perkusyjnego, który uzyskuje zupełnie nowe znaczenie poprzez ponowne przestrzenne rozplanowanie. Z przdmiotu, zamienia się w rzeźbę. Nieopodal “ready mades”.

Kolejne prace eksplorujące korelacje pomiędzy dźwiękiem, a różnymi formami jego wizualizacji owocują filmem „Guitar Drag”(2000) w którym głównym bohaterem jest Fender Stratocaster – legendarna gitara lat 60 – przywiązany do wlokącego go pick-up’a. Amplifikowany sygnał gitary + zapis przebytej trasy. Film nawiązuje do zbójstwa na tle rasowym z 1998 roku - kilku białych przywiązało czarnego mężczynę do samochodu terenowego i zawlokło go na śmierć.
Inne prace Marclaya, które choć wizualne, odwołują się bezpośrednio do muzyki( w tym przypadku przemysłu muzycznego i jego nasycenia treściami erotycznymi) to “Body mix” z 1992 roku - cykl kolaży wykonanych w całości z grafik znajdujących się na okładkach płyt winylowych. Pozornie nie mające ze sobą nic wspólnego okładki, połączone ze sobą, odsłaniają nagich, uprzedmiotowionych ludzi.



Transformacja popchnięta tak daleko jak to tylko możliwe. Już przy pierwszym oglądzie przytłacza ilościowy natłok – coś na kształt iskrzenia pamięci, która wśród masy barwnych plam, rozpoznaje same znajome elementy. Więc podstawą właściwie wszystkich opisanych tu prac jest agregacja treści, która to dopiero umożliwia jej przekształcenia. Wszystko ma swoje granice. Do „video kwartetu” Marclay, użył siedmiuset fragmentów filmowych.
„Video Quartet” z 2002 roku, to kolejna praca wykorzystująca technikę kolażu – dziesiątki hollywoodzkich filmów pociętych na drobne kawałki, współgra razem w muzyczno-wizualnym kwartecie. Przez siedemnaście minut (poniżej fragment).
Transformacja popchnięta tak daleko jak to tylko możliwe. Już przy pierwszym oglądzie przytłacza ilościowy natłok – coś na kształt iskrzenia pamięci, która wśród masy barwnych plam, rozpoznaje same znajome elementy. Do „video kwartetu” Marclay, użył siedmiuset fragmentów filmowych. Trudno pojść dalej. Na koniec dwa klipy:
wywiad i set (polecam prowadzącą)
oraz
Record Players – rejestracja performensu z lat 80, opartego na dźwięku wytwarzanym przy użyciu płyt w nie tradycyjny sposób. . LINK TU.
Do jutra.
Tagi:
Christian Marclay,
turntablism