jeżyce story : kurz

Tymczasem za ściną piekarni pękają serca. Co zrobisz, przecież nie przekrzyczysz radia. Pan Lecki zamiata chodniczek. Kupy psów to połowa jego pracy. Codziennie rano bierze szuflę i zeskrobuje kał z chodnika. Później zamiata – oczyszcza chodnik z naleciałości nocy. Czasem jest to śnieg a czasem tłuczone szkło. Zależy. Wszystko zaczyna się z samego rana na chwilę przed tym gdy w piekarni włączy się radio. Trwa to tylko chwilę. W końcu ile można sprzątać kilka metrów chodnika. Gdy upłynie już czas, pan Lecki zanurza się w wieczności swojej obszczanej kamienicy. Snuje się pomiędzy szczeblami schodów, wygląda przez okna, łazi - a dzień nie może się skończyć. Pan Lecki zapija go wódką, zagryzając brudem zakamarków.
Nigdy nic nie mówi. Nie musi – jest dozorcą. Mówca mówi – dozorca dogląda. To takie proste. Okopany w piwnicznym węglu spogląda na dzień z wysokości bez czasu i monotonii. I wszystko jest tym samym i tym samym.
Na drzwiach prowadzących do piwnicy, od wielu lat widnieje napis. Widzi go codziennie gdy zamiata korytarz. To wszystko.
Tagi: Pan Lecki








