Bądź na bierząco - RSS

jeżyce story : kurz


Tymczasem za ściną piekarni pękają serca. Co zrobisz, przecież nie przekrzyczysz radia. Pan Lecki zamiata chodniczek. Kupy psów to połowa jego pracy. Codziennie rano bierze szuflę i zeskrobuje kał z chodnika. Później zamiata – oczyszcza chodnik z naleciałości nocy. Czasem jest to śnieg a czasem tłuczone szkło. Zależy. Wszystko zaczyna się z samego rana na chwilę przed tym gdy w piekarni włączy się radio. Trwa to tylko chwilę. W końcu ile można sprzątać kilka metrów chodnika. Gdy upłynie już czas, pan Lecki zanurza się w wieczności swojej obszczanej kamienicy. Snuje się pomiędzy szczeblami schodów, wygląda przez okna, łazi - a dzień nie może się skończyć. Pan Lecki zapija go wódką, zagryzając brudem zakamarków.

Nigdy nic nie mówi. Nie musi – jest dozorcą. Mówca mówi – dozorca dogląda. To takie proste. Okopany w piwnicznym węglu spogląda na dzień z wysokości bez czasu i monotonii. I wszystko jest tym samym i tym samym.

Na drzwiach prowadzących do piwnicy, od wielu lat widnieje napis. Widzi go codziennie gdy zamiata korytarz. To wszystko.

Tagi:

jeżyce story : boże ciało after party

czerwiec 13th, 2009 | Brak Komentarzy | Kategoria: Jeżyce Story, Ściana. Miasto. Tekst.

Wszystko miało wyglądać trochę inaczej. Chciałem zacząć pisać o Jeżycach, z jakiejś innej okazji, w jakimś innym stanie dnia. Jednak to za szybko ucieka. Dlatego dzisiaj - „Jeżyce Story”. Zapraszam.

Pora na słowa. Miejsce umiera, a jednorazowe akty wiary nie zapewnią mu drugiego życia.
Przez dwa lata rozpoczynałem dzień jedząc drożdżówki z serem od których bolał mnie brzuch. Piekarnia była za ścianą. Codziennie o szóstej rano budził mnie jej hałas. Te same panie wydawały z siebie te same dźwięki. Podobnie radio. Wypieki zawsze za słodkie i za ciężkie. Podobnie panie, podobnie dźwięki radia.





Jeżyce – najwyższa przestępczość w Poznaniu, bredzenia Małgorzaty Musierowicz, Peja, Dj Decks. Same gwiazdy. Ta dzielnica ma problemy jak każda. Na potłuczone szkło samochodowych szyb bezustannie defekują psy. Lokalny rytuał. Na betonie. Na sucho. Jednak nie jest to już to samo miejsce którym było kiedyś, w prawie rymujących się wersach białych raperów. „Jeżyce Bronx”, puste słowa. Gangsterka rozpierzchła się. Gdzieś, nie wiem gdzie. Pewnie w alejkach Wal Martu.





Mam znajomego, który sprzedaje odkurzacze. Jest stąd. Od dawna. Kiedyś szedł chodnikiem, gdy zapadł już zmierzch. Młody człowiek uderzył go w głowę „bejzbolem”. Wszystko bez słowa. Autoagresja autochtonów. AA. Gdy odzyskał przytomność, wstał i poszedł do domu. Dom był blisko. Idąc uświadomił sobie, że całą scenę oglądał starszy mężczyzna siedzący w oknie wychodzącym na ulicę. Dom był blisko. Wszystko bez słowa.





To było dawno. Dziś czasem, ktoś skroi Ci fajkę. Proste zasady, prostych ludzi. Teraz przeważają tu starsi alkoholicy, lub dobiegający czterdziestki degeneraci. W każdym razie tak to widzę. W kolejce w „Żabkach” jedna osoba na pięć kupuje ćwiarę. Dziś sklepy były zamknięte. Na razie koniec historii – pora na święto.

FINISZ




Tagi: ,